Słowo od autorki

Kuchnia zawsze była dla mnie miejscem wyjątkowym. To właśnie tam toczyło się codzienne życie — odbywały się najważniejsze rozmowy, małe rytuały i zwyczajne chwile, które dziś wspominam z niezwykłym ciepłem.

Najwyraźniej pamiętam poranki, kiedy zbieraliśmy się do szkoły. Zawsze się spieszyliśmy — tata musiał rozwieźć wszystkich: najpierw do przedszkola, potem do szkoły i do liceum. Dlatego na śniadanie jedliśmy najczęściej kanapki, kaszę albo płatki śniadaniowe, które nazywaliśmy „kuleczkami”.

Tata zawsze schodził na dół jako ostatni, a mama za każdym razem wołała go po kilka razy. A potem to właśnie on pierwszy pojawiał się w przedpokoju i zaczynał poganiać już nas. Ktoś nie dopił herbaty, ktoś recytował mamie wiersz, którego trzeba było nauczyć się na pamięć na lekcję literatury, i nie zdążył zjeść kanapki.

Tata natomiast zawsze był gotowy jako pierwszy. Nigdy nie rozumiałam, jak to możliwe, i trochę mnie to nawet złościło: spóźniał się na śniadanie, a chwilę później już mówił, że to my się spóźniamy.

Żeby przeczytać pełny tekst kup książkę.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry